Vivat Poród - Na dobry początek
Sylwia i Kacper

Sylwia i Kacper

Drugi domowy poród w wodzie
(pierwszy: Sylwia i Daniel)
To już tydzień po, starszak śpi, mały też (tyle że u mnie na kolanach), może uda mi się teraz coś napisać. Wersja angielska już powstała na potrzebę dzielenia się wrażeniami w naszej grupie hypnobirth, wersja polska na pewno będzie dłuższa - w końcu to język serca.
To był dobry poród. Jakże mogłoby być inaczej?
Byłam przygotowana, hypnobirthing kurs zrobiony po raz drugi, relaksacja przed snem, czytanie dobrych historii porodowych i dobrych książek (Ina May Gaskin najlepsza!).
Ciąża była dość aktywna, dlatego myślałam, że urodzi się w 38 albo 39 tygodniu. Tymczasem zaczął się 40 od znajomego bólu okresowego. Właściwie to była noc z niedzieli na poniedziałek, czyli noc tuż przed moim "terminem" (jak ja nie lubię tego określenia, ale jednak...), ale położyłam się i przeszło, zasnęłam.
Mąż wychodzący do pracy obudził mnie buziakiem o 5.30 rano i już nie mogłam spać. Znajomy ból wrócił - jak dobrze, to już blisko, chociaż pewnie jeszcze nie dziś. Zaczęłam się krzątać po kuchni, ogarniać zostawiony bałagan, zrobiłam zaczyn na chleb. Znajomy ból się jakoś pojawiał, hmm.
Miałam na 9.00 jechać na przegląd samochodu, o 8.00 zaczęłam się zastanawiać czy budzić Daniela, ale tak słodko spał.. A niech śpi, dojadę tam w 5 min, blisko.
O 8.30 doszłam do wniosku że jednak nigdzie nie jadę. Ten ból jakiś intensywniejszy, a może to jednak dziś? O 9.00 dotarło do mnie...