Vivat Poród - Na dobry początek
Sylwia i Daniel

Sylwia i Daniel

Od czego się zaczęło? Z piątku na sobotę miałam w nocy takie bóle jak przy okresie, chyba były też te skurcze przygotowujące Braxtona-Hicksa, chociaż nie byłam pewna czy to skurcze czy nie (i dalej nie jestem). Mało spałam przez to, no i ciągle siku i siku.
W sobotę rano to samo. Mąż napompował basen - i tak chcieliśmy przymierzyć jak się zmieści, zrobiliśmy małe przemeblowanie w naszym kuchnio-salonie. Ja ciągle nie byłam pewna czy to już się zaczyna czy nie, wybraliśmy się na spacer (jak się potem okazało tak właśnie zaczynała się I faza porodu).
Chodziliśmy prawie 3 godziny, z przerwą na burgera. Chciałam zjeść coś zdrowszego, ale ogromny nacisk na pęcherz sprawił, że pierwsze lepsze miejsce, w którym była toaleta okazało się naszym przystankiem na obiad (i tak nie był taki zły, ze świeżą sałatką).
Potem zrobiliśmy zakupy - dużo zdrowsze: owoce, woda, przekąski, wszystko, co miało niedługo się przydać. Zdążyliśmy jeszcze skorzystać z bycia mężem i żoną przed zbliżającym się "postem" (ha, też taki porodo-wywoływacz).
Mieliśmy jeszcze ugotować coś zdrowego, ale mi już przeszła ochota na "duże" jedzenie - jogurt i chyba jakiś owoc i nic więcej już mi się nie chciało. Skurcze były coraz częstsze, a ja ciągle jeszcze się zastanawiałam czy to skurcze czy nie.
Około 16.00 zadzwoniłam do mojej położnej Emmy i powiedziałam, że chyba coś się zaczyna, ale nie jestem pewna, powiedziałam że czuję coś co jakieś 10 min na 15 sekund, potem przechodzi. Potwierdziła, że wygląda jak początek i kazała...