Vivat Poród - Na dobry początek
Ola i Zuzia

Ola i Zuzia

...14 powinnaś urodzić!"
Bolały mnie plecy, okrutnie. Nie pomógł TENS, ale pomogły kochane ręce Mateusza.
Była też, bliska naszej rodzinie Kinga, wprawiająca się położna. Na zmianę z mężem masowali mi plecy.
Próbowałam jeszcze moczyć się trochę w wodzie, jednak zdecydowanie wygodniej czułam się na lądzie. Nie planowaliśmy dokładnego miejsca porodu, nasze mieszkanko było tak małe, że mogłam urodzić w każdym kącie.
Moje ciało zdecydowanie wiedziało jakie pozycje będą dla mnie odpowiednie i gdzie ma dokonać się najważniejsze. Ja jedynie szłam za instynktem. Za mną podążał Mateusz, wiernie znosząc każdy mój jęk i każdy humor.
Zuzia nijak nie chciała wstawić się w kanał rodny, co dla mnie było tym bardziej bolesne, że położna przewalała mi brzuchem na prawo i lewo. W skurczu. Oj bolało! Przez myśl mi nawet nie przeszło, ze mógłby to być powód transferu do szpitala.
Jedyne, czego bałam się jak ognia, było pęknięcie krocza. Chyba sam fakt przyprawiał mnie o mdłości. No i pękło. Nie wiem kiedy, nie miałam czasu się nad tym zastanawiać.
Przyjęłam pozycję kucającą, o czym zresztą dowiedziałam się po fakcie, od męża. Tak było najlepiej. Mateusza miałam za sobą. Następnego dnia pokazywał mi ślady moich paznokci na jego dłoniach...
Było już po 13-stej, kiedy kolejny skurcz party pokazał światu główkę naszej córeczki.
Z obecnej perspektywy, był to cudny czas, ale gdy wówczas słyszałam:"zobacz jest już główka, ojej ma takie czarne włoski... dotknij... pogłaskaj", myś...