Vivat Poród - Na dobry początek
Ola i Małgosia

Ola i Małgosia

...zająłby poród, gdybym nie parła, a jedynie pozwalała nieść się temu co się dzieje. Szybko jednak zweryfikowałam moje wywody filozoficzno – fizjologiczne. Lepiej jest poprzeć.
Zaczęła rodzić się główka, w kilku podejściach.
Nie odeszły mi wody, Małgosia rodziła się w pęcherzu. Maria zapytała nas czy chcemy to uwiecznić. Bezdyskusyjnie! Dla nas i dla położnictwa.
Mateusz fotografował, a ja poddawałam się temu cudnemu przeżyciu. Kiedy urodziła się główka, zorientowałam się, że skurcz dalej trwa. Wystarczyło porządnie się spiąć i Małgocha już płynęła do mnie.
Urodziła się w pęcherzu. Najpiękniejszy poród, jaki mogłam sobie wymarzyć.
Maria nazwała ten poród najbardziej naturalnym, porodem "hands off". Rzeczywiście, jedyne, co zrobiła, to asekurowała Małgosię i podała ją z wody na mój brzuch. Nie przebiła pęcherza. Wszystko działo się tak jak powinno, naturalnie, własnym tokiem.
Żeby tradycji stało się zadość, nasza druga córeczka również była owinięta pępowiną. Kiedy urodziła się główka, położna w pierwszym odruchu chciała przebić pęcherz i zdjąć pępowinkę. Nie zrobiła tego, bo stało się coś zdumiewającego. Wbrew większości porodom, najpierw urodził się dolny bark, potem górny, co sprawiło, że pępowina nie zacisnęła się na szyjce, a jedynie przygarnęła malutką do mnie. Niesamowite!
Nie pękłam! Nie było szycia. Adrenalina po tym porodzie trzymała mnie długo. Mogłam góry przenosić. Dopiero następnego dnia lekko opadłam z sił. Po raz kolejny utwierdziłam się w pr...