Vivat Poród - Na dobry początek
Ola i Małgosia

Ola i Małgosia

...i. Kazała mi się wyspać. Posłusznie zatem runęłam do łóżka. Budziłam się na skurcz, czasem budził mnie Mateo, żeby powiedzieć: "Ola, zaraz będziesz miała skurcz!" i był! Kochany mąż, zrobił mi nawet najpyszniejszy na świecie rosołek porodowy!
Marysia przyjechała po północy. Skurcze zrobiły się bolesne. Pomagała piłka. Kołysała mnie.
Odkryłam, że w skurczu przynosi mi ulgę wypowiadanie (na wydechu) jednego z ulubionych wyrazów naszego synka: włłłoooosy! Niebanalne odkrycie. Myślę, że będzie kiedyś dumny z mamy.
Skurcze były bardzo długie i dość bolesne, dlatego czym prędzej pośpieszyłam do wody. Tam mi było przyjemnie. Doświadczenie poprzednich porodów przypominało mi, że będzie bolało. Miałam nawet lekkiego stracha przed tym bólem. Jednak wanna okazała się być niezłym oparciem. Rzecz jasna mąż nadal był potrzebny. Choćby sama obecność!
Nim się spostrzegłam, był już świt. Wszystko działo się bardzo szybko, a jednocześnie wydawało mi się, że mam mnóstwo czasu. Na przemyślenia, na wczucie się w ekspresję porodu. Dalej byłam w wodzie, Mateusz dolewał mi tylko ciepłej. Drzemałam między skurczami i czekałam na parte.
Gdzieś nad ranem przyszła druga położna Magda. Mieszka blisko, to wybrała się na poranny jogging. Wszyscy byliśmy w łazience, śmialiśmy się, opowiadaliśmy jakieś gagi i czekaliśmy na Małgosię.
Około 7-mej kolejny skurcz party i następny. Długie, tak długie, że podczas jednego zastanawiałam się nad sensem parcia.
Pojawiło mi się w głowie pytanie, o ile dłużej ...