Vivat Poród - Na dobry początek
Ola i Małgosia

Ola i Małgosia

...dało mi się nawet zaliczyć dwa razy KTG. Przy okazji drugiego, lekarz szukał mi miejsca na patologii ciąży. Posmutniałam, bo wiedziałam, ze nic się nie dzieje. Małgosia potrzebuje po prostu tyle czasu. W końcu nadal byłam w terminie. Miałam jeszcze ok. tygodnia spokoju, a już chcieli mnie kłaść. Po co?
Po piątkowym KTG, lekarz kazał mi zgłosić się w poniedziałek na USG i we wtorek na patologię, gdybym nie urodziła. Zamierzałam urodzić, oczywiście.
W niedzielę 3-go marca, zupełnie spokojnie, ba nawet z rezygnacją, przetrwałam dzień. Powoli denerwowały mnie już telefony, esemesy z pytaniami czy już, czy coś się dzieje, dlaczego nie rodzę.
Wieczorem wydawało mi się, że mam coś na kształt regularnych skurczy. Zjedliśmy kolację i pomyślałam, że można by pro forma odwieźć dzieci do siostry.
Dzieciaki doskonale zaznajomione z sytuacją wiedziały dobrze, że wrócą zaraz po porodzie. Bardzo czekały na Małgosię. Zuzia upewniła się tylko, że jak Małgosia się urodzi to będzie mogła ją przytulić i pojechali.
Ja w tym czasie zrobiłam sobie kąpiel. Nie przekonały mnie te skurcze. Właściwie wydawało mi się, że niczym nie różnią się od wcześniejszych. Mąż wrócił od siostry. Delektowaliśmy się ciszą, sobą. Przy każdym skurczu mówiłam: jeszcze jeden, jak będzie jeszcze jeden za 10 minut, to dzwonię do Marii. No i tak kilka rund.
W międzyczasie zebrało mi się na przedporodowa zachciankę. Lody i cola. Między skurczami, zupełnie na luzie, wyskoczyliśmy na stację po prowiant.
Zadzwoniłam w końcu do Mari...