Vivat Poród - Na dobry początek

Ola i Bartosz

Życie toczyło się...
(opowieść Ola i Zuzia)
Ponieważ historia lubi się powtarzać, a my należymy do ludzi otwartych na życie... rok później zakiełkowało małe Ziarenko!
Od początku byliśmy pewni, że mamy synka, toteż mówiliśmy do niego po imieniu. Bartosz rozwijał się prawidłowo, rósł nieziemsko. Porównywałam badania - jak to facecik - większy, cięższy, silniejszy.
Zuzia często pytała:
"Mamusiu, a w którym pokoju będzie się Baltos lodził?”
Czyli znów wiadomo było, że nie ma mowy o szpitalu. Instynktowne pytanie dziecka. Ono wie, ze poród jest czymś zupełnie naturalnym.
Gdzie może być bardziej naturalnie, zwyczajnie, niż w domu.
Sporadyczne pytania i sugestie już nie robiły na nas wrażenia. Z uśmiechem czekaliśmy na Bartosza.
Nadszedł termin porodu, cały ten czas był dla mnie wyjątkowy. Wiedziałam, że drugi poród może być szybki i przyznam – był lekki stres. Od porodu Zuzi zdążyliśmy przeprowadzić się dwa razy. Aktualne mieszkanko było dla mnie nowe – zaledwie kilkudniowe. Zapowiedzią porodu było nic innego jak mycie okien pod nieobecność męża, a że większe mieszkanie to i namachać się musiałam ostro.
W piątym dniu po przeprowadzce, a już trzy dni po terminie wskazanym przez USG, chyba pojawiło się coś na kształt skurczy.
Odprawiłam moją córeczkę do zestresowanej siostry i jak na złość nie mogłam dodzwonić się do Mateusza. Pomaszerowałam zatem do wanny i w kąpieli zadzwoniłam do...