Vivat Poród - Na dobry początek
Agnieszka i Saule

Agnieszka i Saule

Saule Laulu Nasz Leśny Poród
Zbliżał się ten Święty Dzień, a my wciąż nie mieliśmy domu. Mogliśmy oczywiście (ostatecznie) rodzić w domu mamy, ale za ścianą mieszkała babcia, do nas mógł przyjść niespodziewanie mój brat, poza tym mama prowadziła w domu lekcje, a poród może się przecież zacząć kiedykolwiek.
Byłam przekonana, że trzeba nam być zupełnie samym: tylko ja, mój mąż i nasza przestrzeń.
Poszukiwania domu trwały praktycznie od początku ciąży do jej zakończenia. Mieliśmy wybudować chatę z gliny, ale zabrakło wtedy pieniędzy. Lintu trochę jeszcze popracował i odwiedzał mnie i Brzuszek, a po pewnym czasie wrócił już na stałe i na początku piątego miesiąca ciąży pojechaliśmy razem do Hiszpanii, żeby tam szukać domu... Domu, w którym będziemy rodzić, no i mieszkać.
Historia jest długa, ale skracając, można to ująć tak: było pięknie, choź nie znaleźliśmy nic odpowiedniego, a ja doszłam do wniosku, że muszę mieszkać tam, gdzie rosną dęby, brzozy i gdzie w niektóre dni pada deszcz. Po powrocie do Warszawy, szukaliśmy jeszcze troche po Polsce.
Ostatnia podróż (z Torunia do Warszawy) tak mnie zmęczyła, że wiedziałam, że to już ostatnia, że więcej nie mogę jeździć, nie mogę siedzieć, nie mogę w ogóle wychodzić z mojego gniazda. Ale gniazda nie było...
Zjechaliśmy z trasy, żeby wykąpać się w jeziorze. Wielki goły i wesoły brzuch! Czułam się piękna, soczysta i zupełnie dojrzała. Wiedziałam, że to już bardzo blisko, już zaraz.
Lintu położył tylne siedzenia w naszym bus...